W styczniu i lutym 2006 roku uczestniczyłam w ekspedycji naukowo-badawczej do Ameryki Południowej (Argentyna, Chile Urugwaj) afiliowanej przy Zakładzie Taksonomii i Ekologii Zwierząt Instytutu Biologii Środowiska UAM. Celem wyprawy było badanie fauny bezkręgowców tych terenów, ale z racji moich zainteresowań swój wolny czas przeznaczałam na obserwacje ornitologiczne.
Po 24-godzinnej podróży wylądowaliśmy na lotnisku Ezeiza w Buenos Aires. Różnica temperatur była znaczna, ponieważ opuszczaliśmy Poznań w środku zimy, a Argentyna przywitała nas 30° i 70% wilgotności powietrza. Już na przystanku autobusowym można było obserwować wszędobylskie pasówki obrożne (Zonotrichia capensis), jaskółczaki szarogardłe (Progne chalybea) oraz tyrany widłosterne (Tyrannus savana) z nieproporcjonalnie długimi ogonami. Tak zaczęła się moja przygoda z Ameryką Południową, a właściwie z jej południową częścią - Argentyną i Chile.
W ciągu pięciu tygodni przejechaliśmy ponad sześć tysięcy kilometrów, odwiedzając niekiedy miejsca, których piękno zapiera dech w piersiach i pozostawia po sobie niezapomniane wrażenia. Nieodłącznym komponentem tego piękna była rzecz jasna przyroda. Rozległe przestrzenie patagońskich równin, pełne palącego słońca i kurzu, porywisty wiatr nad Cieśniną Magellana, chłód bijący od monumentalnego lodowca Perito Moreno... (fot. 6).
Podczas tych tygodni udało mi się zaobserwować 130 gatunków ptaków.
Gęsi magelanki zmienne (Chloephaga picta) z Ziemi Ognistej dawały się podejść na metr, mimo iż pilnowały pasących się młodych (fot. 3). Dopiero po przekroczeniu tego dystansu czarno-biały samiec wydawał ostrzegawczy dźwięk, uprzejmie informując mnie, że jestem jednak za blisko. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że nie tylko ja je oglądam, ale one również przypatrują mi się z zainteresowaniem.
Podobnie nie bały się ludzi pingwiny magellańskie (Spheniscus magellanicus) na półwyspie Valdes - zupełnie nie przejmowały się turystami stojącymi metr od nich przy barierkach. Wydawały się nami wręcz znudzone (fot. 7). Jedne stały nieruchomo, inne chodziły zabawnie kołysząc się z boku na bok, jeszcze inne kryły się w wykopanych w piasku norach, chroniąc się przed palącym słońcem. Dla wielu ludzi pingwiny żyjące w ciepłym klimacie mogą wydawać się czymś dziwnym. Nie jest to jednak nic nadzwyczajnego - wystarczy zimny prąd oceaniczny, obfity w pokarm.
Również wszędobylskie ptaki drapieżne - trębacze brązowe (Milvago chimango) nie bały się nas, czasem były wręcz bezczelne, kradnąc nam jedzenie sprzed namiotu. Były to jedne z pospolitszych ptaków w Argentynie i Chile.
W najbardziej na południe wysuniętym
większym mieście na świecie - Ushuaia na Ziemi Ognistej - mieliśmy okazję obserwować mewy magellańskie (Leucophaeus scoresbii). Od razu zwróciły naszą uwagę charakterystycznymi nogami i krwistoczerwonej barwy dziobami (fot. 5).
W El Calafate, miasteczku położonym u podnóży argentyńskich Andów, odwiedziłam rezerwat ptaków Laguna Nimez. Obejmuje on kilka małych stawków, na których występuje kilkanaście gatunków ptaków wodnych. Widziałam tam błotniaki prążkowane (Circus cinereus). Obserwowałam samicę, która przynosiła lotnym już młodym pokarm oraz towarzyszące karmieniu ich powietrzne ewolucje.
Tam też miałam bliskie spotkanie z ibisem maskowym (Theristicus melanopis). Ten gatunek charakteryzujący się zabawnym, gęgającym, przypominającym klakson, głosem był dosyć pospolity na południu Argentyny (fot. 4)
Półtora miesiąca to stanowczo zbyt krótki okres czasu na poznanie ptaków Argentyny. Chciałabym tam jeszcze kiedyś wrócić...
Marta Prange
Autorka jest studentką III roku biologii na UAM w Poznaniu.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej - zaprenumeruj pismo "Ptaki Polski".